A little girl in the big world. My life abroad...:)!

Ok...mała zmiana planów. Miałam zrobić sobie 3 miesiące przerwy od pisania, ale teraz uważam, że nie jest to najlepszy pomysł:). Dlaczego? Po powrocie do kraju nie da się dokładnie przekazać pierwszych odczuć i zarejestrowanych zdarzeń,  z perspektywy czasu minione sytuacje mogą ulec zniekształceniu, a dzieje się naprawdę dużo... ;). Zacznę od początku... Tego roku postawiłam przed sobą ambitny cel. Przyznam, że na początku wydawało mi się to rzucaniem na głęboką wodę, gdyż nigdy wcześniej nie wybierałam się z małą walizką na drugi koniec świata, żeby spędzić trzy miesiące wśród nowych ludzi i obcej kultury. Jednak "podróże kształcą", a zdobyte doświadczenia na pewno zaprocentują w przyszłości. Od dawna kusiło mnie, żeby spróbować swoich sił za granicą, postawić się w ekstremalnych sytuacjach, sprawdzić czy na pewno jestem tak silna jak mi się wydaje:). Od wielu ludzi słyszałam już, że takie wyjazdy zmieniają człowieka, kształtują charakter i pozwalają wydobyć z siebie cechy charakteru, o które nigdy byśmy się nie podejrzewali. Do wyjazdu od dawna namawiał mnie kolega. Postanowiłam spróbować i gdybym tego nie zrobiła miałabym do siebie wielki żal. Zaczęła się przygoda życia, więc spakowałam walizki i wsiadłam w samolot do...Nowego Jorku ;). Biorę udział w programie work&travel i dzięki temu mam okazję popracować troszkę w swoim zawodzie. Przyznam, ze brakowało mi tego;). Podczas wakacji spędzę 2 miesiące, pracując na obozach dla dzieci i młodzieży jako instruktor fitness, rekreacji ruchowej i animator czasu wolnego w jednym;). Wszystkie zajęcia będę oczywiście prowadzić w języku angielskim, więc przede mną duże wyzwanie ;). Co innego rozmawiać po angielsku, co innego prowadzić zajęcia, ale jestem dobrej myśli i pozytywnie nastawiona, wierzę że dam radę;). Muszę, nie ma innej opcji! Obozy będą odbywać się w innym stanie niż Nowy Jork, ale gdzie dokładnie pozostanie to słodką tajemnicą:). Po zakończeniu dwumiesięcznej pracy razem z kolegą i dwójką znajomych, poznanych niedawno, zamierzamy podróżować po Stanach wynajętym samochodem:). Liczę na moc wrażeń i atrakcji. Nie mogę się doczekać!!! ;). Trasa wycieczki też na razie pozostanie tajemnicą, ale zamierzam podzielić się z Wami wrażeniami z każdego odwiedzonego miasta/ obiektu, tworząc całą serię postów, podobnie jak w zeszłym roku, gdy wróciłam z podróży po Europie. Będzie dużo zdjęć;). Na początek dodaję kilka zrobionych w Nowym Jorku. Miasto jest cudowne, tętni życiem i nigdy nie zasypia. Widok oświetlonego Manhattanu w pierwszy dzień wspaniale wynagrodził trudy ponad dziesięciogodzinnej podróży i wielkiego zamieszania na zatłoczonych lotniskach. JFK to prawdziwy armagedon! :)






"Skrzyżowanie świata" czyli Times Square i yellow cabs



Times Square czyli skrzyżowanie 7 Alei i 41 ulicy



Broadway - jeszcze tu kiedyś zatańczę! ;)








Grand Central Terminal - dworzec kolejowy w Nowym Jorku (powstał w 1871 r., ale obecny gmach funkcjonuje od 1913 r.)


Jakie są moje pierwsze odczucia po kilku dniach w Stanach? Przede wszystkim to zupełnie inna kultura niż ta europejska i nie mam tu na myśli tylko jedzenia ;D (O tym stworzę odrębny post, bo uważam, ze to bardzo interesujący temat. Swoją drogą założyłam się, że schudnę tu jeszcze 5 kilo ;D. Jestem na dobrej drodze, bo już zauważam postępy ;dd. Patrząc na niektóre dania, zwyczajnie odechciewa mi się jeść, bo żołądek protestuje). Różnic pomiędzy British English, a American English jest całkiem sporo i czasami może dojść do małego nieporozumienia, ale wszystko szybko sobie przyswajam :). Amerykanie są mili i baaardzo gościnni. Od samego początku traktują Cię jak członka rodziny, a ich mentalność przypomina trochę mentalność latynosów, co mogę stwierdzić po pobycie chociażby w Hiszpanii czy Portugalii. W Polsce jeszcze nigdy nie zdarzyło się, żeby sprzedawca w sklepie zapytał mnie na wstępnie "Jak się masz?", albo "Jak minął Ci dzień?". Szybko się tutaj aklimatyzuję i mam nadzieję, że wyjazd będzie udany. Kolejny post zamierzam napisać o swoich odczuciach po pierwszych przeprowadzonych na campie zajęciach. 

Zatem do napisania Drodzy Czytelnicy! 

Śmigam popracować nad konceptami moich zajęć ;).

Komentarze

  1. byłam na work@travell w ostatnie wakacje i była to naprawdę przygoda życia ;) jeśli będę mieć kiedyś wnuki, to będę miała o czym im opowiadać xD

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Malaga i okolice Costa del Sol - chłonąc andaluzyjskie klimaty...

Długi weekend w Trójmieście - jesień nad polskim morzem!

Granada - śladami kultury mauretańskiej