Granada - śladami kultury mauretańskiej

Urlop w Andaluzji bez wycieczki do największego skarbu Maurów, wpisanej na listę Światowego Dziedzictwa UNESCO Alhambry, to grzech ciężki. Parę tygodni przed podróżą postanowiłam więc zarezerwować bilety wstępu do kompleksu. Nie byłam pewna czy nie zabieram się za to zbyt późno, jednak udało się bez żadnego problemu (kłopoty były potem, ale o tym w dalszej części wpisu). Warowny zespół pałacowo-ogrodowy, wzniesiony w czasach panowania arabskiego na terenach południowej Hiszpanii, to prawdziwe dzieło mauretańskiej architektury! Liczne detale wykonane z największą dbałością o szczegóły, przepięknie zaprojektowane ogrody ze wspaniałymi fontannami oraz malownicze alejki sprawiły, iż nie chciałyśmy opuścić terenu obiektu...

Wyjazd do Granady - kilka słów o przygotowaniach

Bilety wstępu do Alhambry można zakupić bezpośrednio na stronie internetowej www.ticketmaster.es, jednak płatność powinna zostać dokonana jedynie przy użyciu karty kredytowej. Jeśli nie posiadacie konta walutowego, Wasze pieniądze zostaną automatycznie zamienione na euro po bieżącym kursie NBP, co wcale nie wychodzi dużo drożej niż w przypadku zakupu biletu na miejscu, po uprzednio wymienionej w kantorze gotówce. Ja zdecydowałam się jednak na rezerwację wejściówek telefonicznie. Można tego dokonać pod numerem telefonu: +34  958 926 031. Gdy już dodzwonicie się do biura rezerwacji w Alhambrze, zostaniecie poproszeni o wybór języka. Infolinia obsługiwana jest zarówno po kastylijsku, jak i po angielsku. Jeżeli jednak znacie choć trochę hiszpański radziłabym skorzystać z wiedzy, bo angielski większości Hiszpanów...nie jest najlepszy (if you know what I mean). Kolejną opcją jest zakup biletu w dniu zwiedzania, jednak ten krok zdecydowanie odradzam, ponieważ stanie w ciągnącej się kilometrami kolejce nie daje żadnej gwarancji, że zostanie się wpuszczonym na teren kompleksu.

Przed samą wycieczką razem z Malwiną postanowiłyśmy wykupić bilety autobusowe na bezpośrednie połączenie z Fuengiroli do Granady, jednak mała fiesta dnia poprzedniego spowodowała, iż obudziłyśmy się trochę później niż pierwotnie planowałyśmy ;), na skutek czego najbliższy autobus bez przesiadki miał pojawić się dopiero o godzinie 13.00, co oznaczało, że nie zdążyłybyśmy dotrzeć do Alhambry na czas (wykupiłam opcję "bilet dzienny" z wejściem do Pałacu Nasrydzkiego o 16.30). Granadę dzieli bowiem od Fuengiroli ok. 180 km, a autobus jedzie aż 3 godziny. Jedyną opcją było wykupienie biletów do Malagi, a stamtąd kolejnych na połączenie do Granady. Po kilku godzinach jazdy autobus zatrzymał się na Dworcu Głównym, skąd musiałyśmy jeszcze dotrzeć autobusem podmiejskim na Plac Katedralny, a stamtąd kolejnym pod bramę Alhambry :D. Wystawiam nam 6 z organizacji wycieczki (studia jednak nie poszły całkiem na marne;p). Nie zgubiłyśmy się i dotarłyśmy na czas (jednak trochę zdenerwowane presją...). 

Największa "niespodzianka" czekała na nas jednak przed wejściem na teren obiektu. Przyznaję, że przed wyjazdem do Hiszpanii zapomniałam o jednej istotnej rzeczy...gotówkę wymieniłam w kantorze, dlatego też stwierdziłam, że karta płatnicza się nie przyda, zupełnie zapominając o tym, że podczas rozmowy telefonicznej pan z biura rezerwacji pouczył mnie o konieczności zabrania ze sobą karty w celu wydrukowania biletu ze specjalnego ATMu... :(((. Przypomniało mi się dopiero na lotnisku. Starając się zachować spokój, już w trakcie  pobytu w Hiszpanii, próbowałam się po raz kolejny dodzwonić na infolinię. Udało się za piątym razem i dowiedziałam się, że  w obecnej sytuacji ktoś z rodziny może zrobić zdjęcie mojej karty i wysłać mi MMSem. Wystarczy, że pokażę fotografię razem ze swoim dowodem podczas odbierania biletu przy okienku. Z pomocą przyszli rodzice, jednak dochodząc pod bramę Alhambry okazało się, że pan sprawdzający bilety prosi również o numer rezerwacji, który powinnam dostać w specjalnym e-mailu z potwierdzeniem...Zdenerwowana wytrzeszczyłam oczy, tłumacząc, że podczas rozmowy nikt nie prosił mnie o adres e-mail, w związku z czym żadnego numeru nie posiadam. Mało tego podczas kolejnej rozmowy zapewniono mnie, że zdjęcie karty i dowód w zupełności wystarczą, żeby wejść...Hiszpan jednak nie miał zamiaru mnie słuchać, wobec czego byłam zmuszona zadzwonić na infolinię po raz trzeci (i dać upust swojej złości, niestety...). Pani obsługująca infolinię była zdziwiona całym zajściem i tym, że wymaga się ode mnie numeru rezerwacji (CAŁA Hiszpania, ale pracuję z nimi od ponad roku więc jestem przyzwyczajona :P ). Po krótkiej weryfikacji danych nareszcie podano mi wymagany numer i zostałyśmy wpuszczone do środka. Było już jednak parę minut po 16.30, więc z rozłożoną w rękach mapą ogromnego terenu biegłyśmy do Pałacu Nasrydzkiego - głównej atrakcji Alhambry. Zamykano za 20 minut, a spokojnym krokiem (według oznaczeń na strzałkach) do pałacu idzie się 15 minut. Na szczęście tego dnia odniosłyśmy kolejny sukces i dobiegłyśmy na czas ;).

Alhambra - perła arabskiej architektury 

Zwiedzanie Alhambry było dla nas jedną z największych przyjemności podczas pobytu w Andaluzji. Stres i złość związane z utrudnieniami ustąpiły miejsca zachwytowi nad pięknem bogato i precyzyjnie zdobionych sal, malowniczych ogrodów porośniętych egzotyczną roślinnością i zacisznych zakątków (mimo tłumu turystów udało się takie znaleźć). 









Na obejście całego kompleksu miałyśmy tylko dwie godziny (powrotny autobus do Malagi odjeżdżał o 20.00, a trzeba było jeszcze dotrzeć na dworzec), ale udało się zobaczyć wszystko, co najważniejsze: los Palacios Nazaríes i Generalife oraz przepiękne ogrody. Alcazabę oraz pałac Karola V niestety tylko z zewnątrz. 

Do domu wróciłyśmy dopiero koło 23.00, zmęczone, ale szczęśliwe;). 


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Malaga i okolice Costa del Sol - chłonąc andaluzyjskie klimaty...

Kuchnia fit - zdrowe odżywianie przez cały rok :)

Fit propozycje na zdrowe imprezy i kolacje z przyjaciółmi :)